Ja się tak nie bawię !
Te wstrętne upały zamieniły mnie w jakieś paskudne zombi !
Nie wiem jak u Was, ale u mnie nic tylko gorąc i gorąc. I to nie jakiś tam normalny, letni, ale parny i burzowy. Jestem dętka ...
Robota w domu idzie mi jak krew z nosa. Poruszam się w tempie żółwicy. Sprzątam w tempie ślimaka - sprzątam pierwsze, potem drugie ... nim skończę drugie, to pierwsze już kurzem zarasta ! Z małej kupki prania wyrósł mi piękny Giewont. W końcu zagryzłam zębiszcza, bo nie było już co na grzbiety włożyć i w 40 stopniowy upale odpaliłam żelazko. Prawie się rozpuściłam , ale dałam radę. Giewont przemienił się w Czantorię.
Dzień później patrzę, a Czantoria znów ma wymiary Giewontu. Jak nic moje pranie jakieś bezeceństwa w nocy wyprawia ;). Oczywiście mi na złość !
Nie mam siły na nic, o drugiej po południu jestem flak i ... dętka. A gdzie tam jeszcze do wieczora. Czytanie książek też mi nie idzie, przeczytam stronę lub dwie i zasypiam. A tu trzeba do biblioteki książeczki odnosić, bo termin się kończy.
O napisaniu jakiejś sensownej notki nawet nie wspominam...
Upał rozpuścił mi mózg, odebrał wszystkie siły, siedzi na chmurze i się śmieje ze mnie ...